marzec2

4-Oblubienica Wójta - Rozdział XI

dodano: 2 marca 2010 przez fliebe


Oszołomiona uczuciami brała ich kolejno w ramiona. Maja zamrugała oczami i mruknęła przez sen „mama”, pod­czas gdy Elise i Knutowi nie drgnęła nawet powieka. Dzień był dla nich zbyt długi i męczący. Raija wzruszyła się głęboko, przekonawszy się, że Maja wciąż ją pamięta. Dawno się nie widziały. Dzieci tak szyb­ko zapominają. A to najukochańsze dziecko nigdy nie oka­zywało matce dość przywiązania. Nawet matka nie ma jed­nak wpływu na to, co czuje jej córka. Raija ułożyła dzieci jak najbliżej siebie, tak by móc do­tknąć każdego z nich ze swego miejsca. Elise była jej rów­nie droga jak własne dzieci. Cieszyła się z odzyskania ca­łej trójki. Reijo i Mikkal z wdzięcznością przyjęli jedze­nie, które Raija dla nich przygotowała. Obaj śledzili ją spojrzeniami, chłonęli każdy jej ruch, nie spuszczali z niej oka nawet na sekundę. Raija zaś była w pełni świadoma tego zainteresowania. Serce biło jej znacznie szybciej, niż powinno, choć usiłowała zachowywać się normalnie, nie zwracać uwagi na absurdalność całej tej sytuacji. W pew­nym sensie wciąż musiała uciekać. A teraz koło jej maleń­kiego ogniska zgromadzili się trzej mężczyźni, którzy zna­czyli najwięcej w jej życiu. Trzej kochankowie: jeden mąż, jeden przyjaciel i jeden... Podczas posiłku opowiedziała zwięźle o tym, co się zda­rzyło. Niczego nie kryła. Nawet wówczas, gdy mówiła o za­bitym mężczyźnie. Reijo oczywiście się z niej śmiał. - To fantazja, Raiju. Spotkałaś człowieka, który przypominał ci postać z twoich snów. Ale to wcale nie znaczy, że twoje fantazje są prawdziwe. - Poznałam go - upierała się Raija. - A on dobrze wie­dział, o czym mówię. Pobladł, kiedy o niej wspomniałam... Reijo wzruszył ramionami. Mikkal się nie odezwał. Sie­dział ze zmarszczonymi brwiami i słuchał. Z biegiem lat stał się człowiekiem, który nie nadużywa słów. Raija opowiedziała im o swym spotkaniu z Kallem, a obaj mężczyźni wymienili znaczące spojrzenia. Los im nie sprzy­jał. Jakaś złowroga siła sterowała ich życiem z niezwykłą do­kładnością. - Kalle ma gorączkę od chwili, w której rozbiliśmy tu obóz. - Raija martwiła się bardziej, niż dawała to po sobie poznać. - Słyszałem coś na temat złota... - zaczął Reijo niby przy­padkowo. - Podobnie jak wszyscy mieszkańcy Alty - roześmiała się Raija. - Byliśmy na tyle głupi, że zapłaciliśmy złotem. Nie mieliśmy nic innego. Kalle rzeczywiście znalazł złoto. Nie wiem, gdzie. Tylko on wie... - Raija nie wspomniała o ma­pie. Nie dlatego, że nie miała zaufania do Reijo, ale dlatego, że to Kalle powinien zadecydować, czy chce o tym powie­dzieć przyjacielowi. - To ja go zaraziłem tym pomysłem - zaśmiał się Reijo. - Pamiętam, jak fantazjowałem na ten temat i jak sceptycz­nie on się do tego odnosił. Kalle nie wierzył w takie cuda. Ale jednak się zaraził... No i znalazł... - I zachorował - dokończyła Raija z goryczą. - Jest z nim znacznie gorzej, niż mu się wydaje. Kaszle krwią. A ja nie mogę nic zrobić... Reijo przestał mówić o złocie. Nie musiał nawet patrzeć na Raiję i Mikkala, by czuć, że ich spojrzenia bez przerwy szuka­ją się nawzajem. Gdy tylko spoglądał w inną stronę, zapadała cisza. Powietrze gęstniało od spojrzeń czułych jak pieszczoty. Reijo słyszał podniecenie w głosie Raiji, nawet gdy mówiła właściwie o niczym. Wiele go kosztował każdy oddech. Wiele go kosztowało oddanie jej w ramiona Mikkala. - Zostanę tu - rzekł bezbarwnie. - Jesteśmy bezpieczni. Wiem, że macie sobie wiele do powiedzenia. Może załatwi­cie to teraz? Gdzie indziej... Nie musiał ich ponaglać. Nie spojrzeli nawet na siebie, ale podnieśli się jednocześnie. Ich ręce od razu się odnala­zły. Więzi, które ich łączyły, nigdy nie zostały naruszone. Niemal na oślep oddalali się od ogniska. Daleko od świa­tła, daleko od całej reszty. Zmierzch zmienił barwę z sinoniebieskiej na delikatnie czarną. - Miałem nadzieję, że będziesz sama, gdy cię odnajdzie­my - wyznał Mikkal, gdy przysiedli na ławeczce utworzo­nej przez pień brzozy. Jego ręka mimowolnie powędrowa­ła na jej ramiona. - Nikt z nas nie przypuszczał, że Kalle żyje. Los nie za­wsze jest łaskaw. Gdyby jednak nie Karl, byłabym w znacz­nie gorszej sytuacji. Raija oparła głowę na ramieniu Mikkala. Zmęczenie, które zaczynało ją ogarniać, nagle gdzieś zniknęło. Mogła­by siedzieć tu z nim przez całą wieczność. Pragnęła prze­dłużyć tę czarowną chwilę, która minie, choć żadne z nich tego nie chce, pragnęła ozłocić ją, zatrzymać w sobie na ca­łą resztę życia. Wszystko, ku czemu dążyli, było tak ulotne. Wszystko, czym żyli. Kradzione chwile. Minuty, których powinni się wstydzić. Chwile, którymi zasmucali innych, zdradzali... - Reijo nie powinien cię w to wciągać - mruknęła. Mikkal szybko na nią spojrzał. Chwycił ją mocniej. - Nie powinien? - Prosiłam, żeby tego nie robił. Nie sądziłam, że złamie obietnicę. Kto wie, czy nie oszukiwał też w innych sprawach... Mikkal oparł głowę o jej włosy. Oddychał spokojnie, równie bezgłośnie jak nocny wietrzyk. Nawet wiatr wstrzy­mał oddech. - Reijo postąpił słusznie. Powinnaś była go o to popro­sić, moja mała... Teraz i Raija wstrzymała oddech. W głosie Mikkala po­jawił się jakiś nowy ton. Słowa były dziwnie dwuznaczne. Takie świadome. Mikkal zrozumiał, dlaczego Raija milczy. Delikatnie ujął jej twarz w dłonie. Policzki Raiji zapłonęły zdradziecko pod dotykiem jego rąk. Bolesny błysk jej oczu w ciemnościach powiedział mu wszystko. Ogarnął ich dziwny, smutny na­strój. Usta Raiji drżały, jakby chciały wypowiedzieć słowa, które trudno było znaleźć. Mikkal pieścił drogą sercu twarz. Delikatnymi muśnięcia­mi opuszków palców wodził po znanych rysach. Wspomi­nał wszystkie bolesne i cudowne chwile, które spędzili ra­zem. Miał taką wielką nadzieję, że tych chwil będzie więcej. Wiedział jednak, że sytuacja jest beznadziejna. Wiedział, że los używa wszelkich niedozwolonych chwytów, byle tylko trzymać ich z dala od siebie. Wiedział też, że ta chwila na­leży do nich. Przyszła pora na szczerość. Mikkal przytulił Raiję. Objął ją w talii, czuł ciepło jej drobnego ciała. Stopił się z nią w jedno. Przynajmniej na moment. Nie mogli żądać za wiele. - On nie żyje - zaczął niezgrabnie. - Ojciec. Umarł ze zło­ści. Sigga twierdzi, że to ja go zabiłem. Że to moja wina. Mo­ja i twoja... Raija z trudem łapała oddech. Mikkal to słyszał. Wiedział, że zrozumiała. - Reijo nie miał prawa tego mówić. Mikkal ucałował delikatnie jej czoło. - Reijo nie rzekł ani słowa, póki go nie zmusiłem, by po­twierdził to, co wszyscy poza mną widzieli. Wówczas ja tak­że zrozumiałem. A do tej chwili wszyscy milczeli. To ja by­łem zupełnie ślepy, moja miła. Raija milczała. Sytuacja ją przytłoczyła. Gdy się widzieli ostatnim razem, chciała powiedzieć mu o wszystkim. Gdyby tylko zdradził się choćby jednym słowem, że coś podej­rzewa, wyznałaby mu prawdę. Ale on był ślepy. Jakże bola­ło ją to, że nie rozpoznał samego siebie w tym dziecku. Ona przecież widziała tysiące podobieństw między nim a Mają. Wszystko było widać jak na dłoni, a on nic nie zauważył. Jego usta parzyły jej skroń. Przemówił cichym głosem, przepełnionym bólem. Taki sam ból czuła kiedyś i ona. - Dlaczego nigdy nic mi nie powiedziałaś, Raiju? Nie wspomniałaś nawet słowem? Nie sądziłaś, że mam prawo wiedzieć? Ona jest również moja. Jest moim dzieckiem. Wiedziałaś, że niczego nie pragnąłem bardziej. Dziecka, któ­re jest moje i twoje. Nasze. Dlaczego mi nie powiedziałaś? - Zapominasz, że wspomniałeś o tym pragnieniu wów­czas, gdy już mieliśmy dziecko - odparła Raija, nie kryjąc odrobiny goryczy. - Widziałeś ją i nic nie zrozumiałeś. Tak bardzo chciałam, żebyś zrozumiał. W każdej minucie byłam bliska wybuchu. Słowa same „cisnęły mi się na usta. Ale gdzieś w głębi serca pragnęłam, by to nie było potrzebne. Być może żądałam od ciebie za wiele. Pragnęłam, by stało się to w sposób magiczny. Żeby słowa nie były potrzebne. Wyobrażałam sobie, że potrafimy porozumiewać się bez słów. Sądziłam może, że moje myśli ci o tym opowiedzą. Ale ty patrzyłeś na nią i nie widziałeś w niej siebie. Więc sło­wa nie przechodziły mi przez gardło... Mikkal westchnął. Jego usta powtarzały bezgłośnie gorzkie przekleństwa. Gdyby tylko nie był tak zaślepiony i uparty... - A przedtem? - Byłeś tak daleko - odrzekła Raija. - A ja byłam sama. Wszystko działo się tak szybko. Ułożyli moje małżeństwo z Kallem. Wszyscy sądzili, że to on jest ojcem. Że to jego dziec­ko. Tylko ja wiedziałam. Próbowałam przyciągnąć cię do sie­bie myślami, ale to również nie podziałało... - Raija zaśmiała się gorzko. - A ty miałeś ożenić się z Siggą. Pamiętam wizytę Aslaka. Powiedział, że ty i Sigga będziecie mieli dziecko. No a ja byłam brzemienna. Nosiłam twoje dziecko pod sercem. Mikkal nie odpowiedział. Pamiętał swój ból i zazdrość, gdy Aslak przyniósł nowiny z Lyngen. - Co o niej myślisz? - Głos Raiji był pełen oczekiwania. Mikkal uścisnął ją jeszcze mocniej. Zwlekał chwilę z od­powiedzią. - Co ja sądzę? Co sądzę? Mój Boże! Mały Kruku, jeszcze się pytasz? Od kiedy to sobie uświadomiłem, od kiedy zy­skałem pewność, czuję, że mógłbym umrzeć dla niej. To ta­kie cudowne i bolesne zarazem uczucie... Widzieć, jak ona nas przypomina. Jak moje rysy i moje cechy mieszają się z twoimi. Doborowa mieszanka. Gdy na nią patrzę, wiem od razu, że się poczęła z miłości. I kocham ją. Kocham. Ale ona nie chce mnie znać. Jego rozpacz była bezgraniczna. Raija, chcąc nie chcąc, roześmiała się: - Maja robi to, czego chce. Ja też się obawiałam, że mnie nie lubi. Kocham ją tak bardzo, a ona na mnie fuka. Strasz­nie mnie to bolało. Dopiero Reijo wytłumaczył mi, że to ro­dzaj samoobrony. Maja jest wrażliwa. Łatwo ją zranić. I już teraz wie, jak tego uniknąć. Nie oddaje się do końca. Taka jest jeszcze mała i taka dojrzała. To mnie przeraża, Mikkal. Ale może z czasem nauczy się tego, czego i my powinniśmy się nauczyć. Może nie będzie jej tak źle, jak nam. - Reijo powiedział mi o wszystkim. - Mikkal chciał po­rozmawiać również o tym. - O twoich snach. O fantazjach. Czy to naprawdę było miejsce, gdzie tańczą huldry? Z Mikkalem Raija mogła o tym rozmawiać. Mikkal wi­dział to samo, co i ona. - Coś więcej. Chodziło o dziewczynę. Sądzę, że miała w sobie tajemną moc. Niebezpieczną moc, która została uwolniona wraz z jej śmiercią. Została pogrzebana w tym miejscu. Miałam z nią kontakt. Wiedziałam o niej wszyst­ko. Byłam nią. Cała jej moc wstąpiła we mnie. To było prze­rażające, Mikkal. W pewnej chwili nie mogłam tego znieść. Wtedy zapragnęłam rozpaczliwie pomówić o tym z kimś, kto mógłby mnie zrozumieć, ale nie wolno mi było. Mo­głam używać tej mocy do pewnej granicy. Potem wszystko się zmieniało. Moc zaczęła decydować za mnie. To było okropne, Mikkal. Okropne. - Byłaś u mnie, prawda? I u Elle? - Nie wiem. Sądziłam, że to był sen. A może i nie. Wszyst­ko to było przedziwnym, złym snem. Chcę o tym zapo­mnieć. Mieć to za sobą. - Potrafisz? - zapytał ostro. - To się skończyło całkiem nie­dawno, prawda? Skończyło się dopiero, gdy ten człowiek umarł. Mężczyzna, który skrzywdził tę dziewczynę. Wiesz o tym. Nawet Reijo to wie, choć on nie potrafi zaakceptować czegoś, czego nie rozumie. My to akceptujemy. Widzieliśmy już takie rzeczy. Nie potrafimy tego nazwać. Ale wierzymy w to. - To był ten sam człowiek - powiedziała Raija głucho. - I dostał to, na co zasługiwał. - Ty to zrobiłaś? Cisza była trudna do zniesienia. Raija wykazała się wiel­kim opanowaniem. Mikkal widział, jak napina się każdy mięsień jej ciała. - To ona, Mikkal - szepnęła. - Ona. Tylko że ona nie ży­je... Nie wiem... Mnie tam nie było... Nic nie pamiętam. - Pamiętasz chwilę, w której próbowałaś do mnie dotrzeć? Raija pokiwała głową. - Jak sen. Coś, nad czym nie panowałam. - Raija umilkła na moment. - Ale to też mi się śniło. Jakbym stała na ze­wnątrz. Nie w ten sam sposób. Ale też mi się śniło. Wiedzia­łam o tym, zanim zobaczyłam trupa... Jego dłonie dawały jej ukojenie. Były ciepłe i otwarte. Mikkal obejmował ją tak, jak powinien. Był blisko. Jedyny człowiek, który w pełni ją rozumiał. - Dla mnie to nie ma znaczenia, Raija. Nie sądzę, że to zrobiłaś. Ale nawet gdyby tak było, to nie ma żadnego zna­czenia. Wierzę ci, gdy mówisz, że to był zły człowiek. Są­dzę, że jest w tym coś więcej... - Naprawdę się zmieniłeś - wykrzyknęła zadziwiona Raija, zwracając ku niemu twarz. - Czyżby Elle zdołała cię przekonać? - Wielu spraw nie potrafiłem wyjaśnić - Mikkal uśmiech­nął się sztywno. - Na przykład tego, że czułem twoją obec­ność tak wyraźnie, ale nie mogłem cię dotknąć. Bałem się przeraźliwie. Ale jednocześnie spokorniałem. Łatwiej przy­szło mi uwierzyć w to, co było niewiarygodne. Człowiek się starzeje. Akceptuje coraz więcej... - Zawsze się będę zastanawiać, czy to zrobiłam - rzekła cicho Raija. - Może to coś podobnego do mroku, w którym musiał żyć Kalle? Tylko że ja nigdy nie poznam odpowie­dzi. Ta siła, ta dziewczyna... wszystko zniknęło właśnie wte­dy. Wszystko, co było spoza mnie. Nie pozostały mi żadne wspomnienia. Niezależnie od tego, jak bardzo się staram, nic nie pamiętam. Nie ma tu zresztą nic do pamiętania. Mo­gę się tylko zastanawiać, czy zabiłam człowieka. Czy... po­derżnęłam gardło temu mężczyźnie... - Raija mówiła zdu­szonym głosem. Nie potrafiła nawet o tym myśleć. Obrazy, które się pojawiały w jej wyobraźni, były przerażające. - Ty tego nie zrobiłaś. Nieważne, czy to była twoja ręka, czy też nie. Ty tego nie zrobiłaś. - Dziękuję ci, że mnie rozumiesz. - Raija obróciła się, ale nie wyślizgnęła się z jego objęć. Jej ręce objęły silne ramio­na Mikkala. - Pocałuj mnie, pocałuj. Oczy Raiji zawisły na ustach Mikkala. Na tych delikat­nych, drżących ustach, które potrafiły wzniecić w niej pło­mień. A nawet coś więcej. Coś więcej niż namiętność. Jedyne usta, które potrafiły wypełnić tę przeraźliwą pustkę, która się w niej czaiła. Pocałowała go dziko i bez pamięci, szukając po­czucia bezpieczeństwa, które on jeden mógł jej zapewnić. W tym pocałunku znalazła ujście cała nagromadzona w niej rozpaczliwa tęsknota. Ale nic nie stało się łatwiejsze, gdy ich usta już się rozdzieliły. - Zawsze za mało - szepnął Mikkal z żalem. Dwa czoła przykryte ciemnymi grzywkami wsparły się o siebie. Raija i Mikkal odzyskali panowanie nad sobą. Pokonali siłę, która już zaczęła się wyzwalać. Prawie zrezygnowali z tego, czego oboje pragnęli najbardziej. Z tego, czego oboje potrzebowali najbardziej, co jednak mimo wszystko byłoby niewłaściwe. Nie byli jeszcze na to gotowi. Żadne z nich. Przytłoczyłoby ich poczucie winy. - Wszystko albo nic - rzekła Raija równie smutnym to­nem. - Na razie nic. Chodzi tu również o szacunek. Źle by się stało, skoro Kalle jest tak blisko... Mikkal pokiwał głową. Zrozumiał. - Reijo powiedział mi jeszcze więcej - odezwał się Mikkal po chwili. Raija podniosła wzrok. Napotkawszy jego płonące spoj­rzenie, ze wstydem odwróciła oczy. - Rozumiesz chyba, jakie to wszystko trudne? - zapyta­ła zduszonym głosem. - Jak ml źle? - Zdaje się, że cię rozumiem. Czasami na pewno cię ro­zumiem. To wszystko jest straszne, ale moja w tym wina. Wiem, że mogłaś być moja. Ale byłem młody i tchórzliwy. A teraz jest już za późno dla nas obojga. Nie należysz do mnie w ten sposób. Nie mogę niczego od ciebie żądać. Nie mogę ci nakazać, jak masz żyć. Czuję się jak w klatce, choć to ty ucierpiałaś najwięcej. Skrzywdziłem cię, choć jedyne, czego pragnąłem, to cię kochać. Pali mnie świadomość, że są w twoim życiu inni. Czasami zdaje mi się, że się rozpa­dam na kawałeczki z zazdrości. Mógłbym wtedy zabić każ­dego z nich własnymi rękami. Mógłbym zabić nawet ciebie. Gdyby któreś z was było w pobliżu. Ale gdy zaczynam my­śleć rozsądnie... to rozumiem. To mimo wszystko boli. Wszyscy gdzieś w głębi serca pragną bezwzględnej wierno­ści. Każdego pali wyobrażenie cudzych rąk na ciele, które samemu chciałoby się trzymać w ramionach nawet za cenę śmierci. Ja również obejmowałem inne ciała - i przez chwi­lę było mi z tym dobrze. Cieszyłem się chwilą i zaraz o niej zapominałem. Potrzebowałem tego. Ale potem czułem tyl­ko pustkę. Chyba cię rozumiem, skarbie. - A jednak nie powinnam potraktować Reijo w ten spo­sób. - W głosie Raiji zabrzmiała głęboka gorycz. - Reijo jest moim najlepszym przyjacielem. Ciebie nie liczę. Reijo nato­miast zna mnie lepiej niż Kalle. Byłoby mi łatwiej, gdyby to on był moim mężem.. - Ale mnie byłoby trudniej - uśmiechnął się Mikkal ze smutkiem. - Mogłabyś go może pokochać. To najpoważniej­szy rywal, jakiego kiedykolwiek miałem. Zdaje się, że on ko­cha cię prawie tak samo jak ja. A może i bardziej. Nie wiem, czy pozwoliłbym ci z nim odejść dziś wieczorem, gdyby na­sze role się odwróciły... Chciałem odejść, nie spotkawszy się z tobą. To on mnie zmusił, bym mu towarzyszył. Reijo to niezwykły człowiek. Lubię go. Jest również moim najlep­szym przyjacielem. To wielki człowiek. Boję się panicznie, gdy tylko pomyślę, że twój mąż umrze, a ty zostaniesz żo­ną Reijo. Lękam się tego ogromnie... - Kalle jest prawdopodobnie bardzo chory. Jej słowa zawisły w powietrzu między nimi. Jak groźne chmury. Wreszcie Raija odezwała się ponownie: - Ale tak nie będzie. Nigdy więcej, Mikkal. Nie mogę mu tego zrobić. Reijo zbyt dużo dla mnie znaczy. Nigdy nie bę­dzie mi naprawdę dobrze z kimś innym niż ty. Może przez chwilę... Gdy ciało ci płonie i niemal szalejesz z tęsknoty, ła­two pomylić bliskość i ciepło z tym, co naprawdę chcesz po­czuć. Ale to nie jest prawdziwa miłość. Ty pierwszy wznieci­łeś we mnie płomień, Mikkal. Jestem z tobą nierozerwalnie związana. Tak to jest. Niezależnie od tego, czy to możliwe, czy nie. Należę do jednego mężczyzny, choćby moje życie wskazywało na coś innego. Wyraz jego twarzy zdradzał, że miło mu to słyszeć. Ci­cho powiedział: - Czuję to samo. Mam takie same nadzieje, jak i ty. Ma­rzę o tym samym, co i ty. Już na początku lata czułem wyraźnie, że między nami było coś naprawdę wielkiego. Nasza dziewczynka istnieje, bo się kochaliśmy. To coś wielkiego, Raiju. Naprawdę wielkiego. Nasza mała dziewczynka wyna­grodziła mi ból i cierpienie. Od kiedy wiem, że ona jest two­ja i moja, to nawet gdybym miał umrzeć, wiedziałbym, że nie zmarnowałem życia. Bo twoje dziecko jest także moim dzieckiem. Naszym... Stali w ciemnościach, objąwszy się ramionami. W milcze­niu. Cicho. Pożyczone chwile. Chwile szczęścia. Drogo oku­pione, gorzkie, jedyne im dostępne. - Ile czasu minie do następnego spotkania? - zapytała Raija po nieskończenie długiej chwili. - Teraz minęło półtora roku. Sądziłam, że już nigdy się nie spotkamy. Dopóki by­łam w Skibotn, wiedziałeś przynajmniej, gdzie mnie szu­kać. Gdy odeszliśmy, spaliłam za sobą wszystkie mosty. Tylko to mogłam zrobić: udowodnić sobie, że widzieliśmy się po raz ostatni... - Wiesz, gdzie mnie szukać - rzekł ciepło Mikkal. - O tej samej porze roku, w tych samych miejscach. Znasz je rów­nie dobrze jak ja. Ojciec już nie żyje. A matka zawsze cię lubiła. Historia z Mają na początku ją zmartwiła, ale w koń­cu pokochała małą tak samo jak ja. Matka chciałaby cię zo­baczyć jeszcze teraz. Nie jest już taka młoda, a przecież ty również byłaś jej dzieckiem... - Wiem także, że Sigga jest twoją żoną - przypomniała Raija. - Nie mogłabym chodzić za tobą, nie mogłabym jej tego zrobić. Mikkal westchnął głęboko i przygarnął Raiję jeszcze mocniej. Jego usta pieściły jej skroń, gdy mówił te słowa: - Największy błąd mojego życia! Wiem, że prosiłaś mnie, bym się o nią troszczył, ale czy człowiek może lubić kogoś, kto go spotyka zawsze na ścieżce wojennej? Kogoś, kto z ciebie drwi i nie waha się użyć własnego dziecka, twoje­go dziecka przeciwko tobie? Może za mało się starałem, ale, szczerze mówiąc, nie mam już ochoty na kolejne próby. Sigga się wyprowadziła. Trzyma Ailo z daleka ode mnie. Szczuje go przeciwko mnie... - Głos Mikkala się załamał: - Ze złości rzuciłem się kiedyś na nią. I... mój Boże, Raija, ona znowu jest w ciąży... - W takim razie tym bardziej nie mogę przyjść - powie­działa Raija głosem bez wyrazu. Nie mogła go o nic oskar­żać. Nie miała siły walczyć z nim w ten sposób. Te krótkie chwile, które spędzali razem, były zbyt drogocenne, by je tracić. Sigga musi sama walczyć o swoje. Raija nie miała już siły bronić przed Mikkalem jego własnej żony. Nie miała zamiaru zabiegać o jego miłość w imieniu kobiety, wobec której nigdy nie żywiła ciepłych uczuć. - Co teraz z tobą będzie? Co z nami będzie? - zastana­wiał się Mikkal. Oboje bezradnie patrzyli w ciemność. Znikąd odpowie­dzi. Nawet stara Elle nie umiałaby jej udzielić, gdyby żyła. Raija śmiała się przez łzy, gdy uwolniła się z jego objęć i popatrzyła na tę twarz, która była jej droższa niż wszyst­kie inne. - Jeszcze jedno rozstanie, Mikkal. Te same słowa. Rów­nie bolesne. Równie nieuniknione. Ten sam ból. Niepew­ność, z którą jakoś musimy żyć. A jednak... choć za każdym razem czuję się tak, jakbym wkładała nóż do żywej rany, to za nic w świecie nie zrezygnowałabym z żadnego z naszych spotkań. Rozstanie to dla mnie piekło, ale te chwile... War­te są każdego bólu. Mikkal pokiwał głową. Coś go ścisnęło w gardle. Byli do siebie tak bardzo podobni. Myśleli tak samo. Czuli to samo. - Odejdę dziś w nocy - powiedział zdecydowanie. Wprawdzie pragnąłby przedłużać te cudowne chwile w nie­skończoność, ale potrafił też być silny. Był przecież mężczy­zną, którego kochała. - Nie zamierzam się wtrącać w two­je nowe życie. On także cię kocha. Twój mąż. Sprawiłem mu już dość bólu. Tym razem nie będzie nic o mnie wie­dział. Jesteśmy inni, choć jednocześnie tak bardzo do siebie podobni, moja mała. Możesz być szczęśliwa w inny sposób. Ja znam tylko jeden rodzaj szczęścia, którego sobie odma­wiam... którego odmawiam nam... - Elle nie to miała na myśli, gdy mówiła o szczęściu. - Oczy Raiji stały się ciemniejsze i twardsze niż zazwyczaj. W jej życiu było wiele spraw, o których nie miał pojęcia. Mikkal bez szczególnego powodzenia spróbował się za­śmiać. Nie zdołał jednak rozwiać ponurego nastroju, który ich ogarnął. - Wciąż żyję tym, co ci przepowiedziała stara Elle - zwie­rzył się Raiji. - Ja, który nie wierzyłem w takie bzdury, ucze­piłem się nadziei, że Elle jednak miała rację. W sprawie te­go szczęścia, które ci przepowiedziała... Jego wąskie oczy czułym spojrzeniem pieściły każdy rys jej twarzy. Za każdym razem gdy ją widział, wydawała mu się piękniejsza. Zastanawiał się, czy ona czuje to samo, pa­trząc na niego. Raz w życiu chciałby popatrzeć na siebie jej oczami. Nigdy przedtem tak nie myślał. Te myśli pojawiły się dopiero wtedy, gdy musiał szukać własnych rysów w twarzy małego dziecka. - Taka jesteś piękna - powiedział rozmarzony. Raija lek­ko pokręciła głową. Usta uśmiechnęły się, wyrażając coś po­między szczęściem i żalem. Oczy błyszczały w mroku. - Je­steś nieprawdopodobnie piękna, mój Mały Kruku. A to przecież nie wszystko. Kocham w tobie jeszcze mnóstwo in­nych rzeczy. Przyjdzie dzień, gdy będziemy mogli o tym po­rozmawiać. Reijo ma rację. Mamy sobie wiele do powiedze­nia. Pewnego dnia będziemy mieć wszystko, o czym teraz możemy tyko marzyć. Pewnego dnia... - Cieszę się, że nigdy nie widziałeś mnie w tych pięknych sukniach - uśmiechnęła się Raija. Mikkal odwzajemnił uśmiech. - Reijo czuł się tak niepewnie, gdy mi opowiadał, jaka je­steś piękna. Jaka wystrojona... Raija odetchnęła z ulgą na myśl, że Mikkal potrafi śmiać się z bogactwa w taki sam sposób. Reijo i Kalle byli tacy przewrażliwieni na tle pieniędzy i wszystkiego, co się z ni­mi wiązało. - To była próba. Chyba nie będę tęsknić za sukniami. Nie jestem przyzwyczajona, by tak bardzo na wszystko uważać... Mikkal odgarnął jej kosmyk z czoła. Jak najdelikatniej. - Najlepiej wyglądasz w skórzanych kaftanach, moja mi­ła. Nic nie wygląda piękniej na tobie. Jakaś plama tu czy tam nie ma żadnego znaczenia... - Ze śmiechem na ustach rzucili się sobie w objęcia na pożegnanie. Ciałami i płoną­cymi ustami wyznali sobie miłość. Szaloną, potężną, ogni­stą. Połączeni po raz ostatni na długi, długi czas... Raija została jeszcze przez chwilę na uboczu, gdy Mikkal poszedł pożegnać się z Reijo. I pogłaskać córkę po policz­ku. Przeżyli już zbyt wiele rozstań. Za każdym razem było im coraz trudniej. Raija patrzyła na jego muskularne, mę­skie ciało o wąskich biodrach i na trochę przykrótkie nogi. Na kołyszący się, koci chód... Na włosy, które sięgały nie­mal do ramion, zmierzwione i czarne. Mikkal był piękny. Piękny i odważny. Tylko nie należał do niej. To było przy­czyną kolejnych rozstań. Dlatego tak bardzo przywykli do pożegnań. Gdy Raija powróciła na maleńką polanę, tylko Reijo czu­wał. Podtrzymywał płomień. Rzeczy Mikkala zniknęły. On również. Raija dała mu sporo czasu. - Kalle się nie obudził. Obawiam się, że śpi niezbyt spo­kojnie. Dużo mówi przez sen. Kim jest Jenny? - Dziewczyna z wyspy. - Raija usiadła koło przyjaciela. Zaczynało ogarniać ją zmęczenie. W środku zaś czuła prze­raźliwą pustkę. - Co za piekielna historia. - Reijo uścisnął dłoń Raiji swą silną dłonią. - Przywędrowaliśmy tu w nadziei na znalezienie spokojnego zakątka. Zakątka, w którym moglibyśmy się osie­dlić. Żyć spokojnie. - Reijo zaśmiał się. - Zdaje się, że nie uro­dziłaś się po to, by żyć spokojnie, moja droga. Na twoim miejscu nie oczekiwałbym, że teraz nastanie czas spokoju. Pół Alty was szuka. Wszyscy mają chrapkę na złoto Kallego. - A ty? - To nie była uczciwa gra, ale Raija musiała za­dać to pytanie. Rozczarowanie, które odmalowało się tak wyraźnie na je­go twarzy, starczyło za odpowiedź. - Nie wykorzystuję moich przyjaciół - odrzekł niespo­dziewanie ostrym tonem. Uścisk jego dłoni osłabł. Reijo cofnął rękę, jakby skóra Raiji zaczęła go parzyć. - Chcę tylko, żeby Kalle wyzdrowiał. Będę z wami tylko do tego momen­tu. Gdy Kalle będzie już dość silny, by przejąć odpowie­dzialność, odejdę. Gdybyś poszła ze mną tego lata, byłbym już daleko stąd. Nozdrza Raiji drżały. Była zmęczona i skruszona. Reijo przypomniał jej, że wykorzystywała jego przyjacielskie uczucia. - Wybacz mi, Reijo. Nigdy” ci się nie wywdzięczę. Bła­gam, wybacz mi to głupie pytanie. Znam cię o wiele lepiej. - I nieoczekiwanie Raija wybuchła po kobiecemu: - Jestem tylko tak piekielnie zmęczona, Reijo... Już nieco mniej po bratersku, ale równie opiekuńczo usa­dził ją sobie na kolanach. Jej protesty zdławił nieco opry­skliwie: - Wcale nie próbuję cię uwieść. Myślisz, że całkiem zwa­riowałem? Twój mąż leży tak blisko, że mógłbym go do­tknąć. Aż tak cyniczny nie jestem. Teraz powinnaś się prze­spać. Nie przejmuj się swoimi zmartwieniami. Nie myśl o tym. Nie zastanawiaj się, jak się wszystko potoczy. Teraz ja tu jestem. Zajmę się wszystkim. Ty masz spać. - Tyle już dla mnie zrobiłeś, Reijo - zaprotestowała sła­bo. Pozwoliła się otulić jego grubą kurtką. Miło było po­czuć, jak ktoś zdejmuje z niej ciężar. Przynajmniej na chwi­lę. Reijo zatroszczy się o wszystkich. Reijo trzymał ją tak, jakby była jego dzieckiem. Nie miała się czego obawiać z je­go strony. Był przyjacielem. - Gdy Kalle się ocknie... - mruknęła prawie przez sen - obudzisz mnie, prawda? Reijo pokiwał głową. Raija przestała walczyć z obezwład­niającym zmęczeniem. Tak przyjemnie było pogrążyć się w błogim odpoczynku. Na miękkich obłoczkach, które ją kołysały... Obudził ją krzyk Knuta. Zatonęła w nim kłótnia między Mają a Elise. Próby uciszenia dzieci spełzły na niczym. Z ciężką jeszcze od snu głową Raija przetarła oczy i zanim zdążyła usiąść, poczuła dwie pary dziecięcych ramion na swojej szyi. Elise przytulała do jej twarzy mokry od łez po­liczek, Maja zaś dyszała niczym wyjęta z wody ryba, by przyciągnąć uwagę do siebie. - Moja mama! - wrzeszczała raz za razem. Jej upór został wynagrodzony. Onieśmielona, świadoma swojej pozycji w tej rodzinie, Elise cofnęła się. Nie spuszczała jednak oczu z Raiji. Maja zawłaszczyła matczyne wyrazy miłości i czuło­ści. Serce Reijo krwawiło z powodu Elise. To dziecko mogło tyle z siebie dać. Raija była szalenie ważna w jej życiu. Reijo kochał Maję, ale dostrzegał też niezbyt pozytywne cechy jej charakteru, które mogły zadecydować o jej rozwoju. - Raija... Wszyscy obrócili się w kierunku, z którego dobiegał sła­by głos. Kalle zamrugał oczami. Uniósł się na łokciach i z niedowierzaniem spoglądał na otaczającą go grupkę. Raija uwolniła się z objęć Mai, a dziewczynka tym razem nie zaprotestowała. Z uroczystym uśmiechem uniosła Knuta i uklękła koło Kallego. On zaś z wielkim wysiłkiem usiadł. Spotkały się ich ciepłe spojrzenia. Spojrzenie Kallego było pytające, na twarzy malował się szacunek. Raija odwinęła nieco futerko i podała chłopca mężowi. - To jest Knut - powiedziała miękko. - Reijo zjawił się dziś w nocy. Nie chcieliśmy cię budzić. To jest twój syn, Kalle. Czyż nie wspaniały? Kalle ostrożnie wziął dziecko. Zajrzał w ciemne oczy, które przypatrywały się z zaciekawieniem jeszcze jednej ob­cej twarzy. Malutkie rączki machały koło kuszącego nosa, który jednak był zbyt odległym celem. - Knut - powtórzył niepewnie Kalle. Głos mu zazgrzytał. Jego usta nie nawykły jeszcze do tego imienia. Oczywiście szeptał je sam do siebie, ale było to coś zupełnie innego, niż trzymać maleńkiego człowieczka w ramionach i wymawiać imię, które mu nadała. Knut... Kalle kołysał małego delikatnie, nie chcąc go znowu stra­cić. Syn. Jego syn. Knut. - Oczywiście, że jest wspaniały - rzekł radośnie, nie od­rywając oczu od dziecka. - Wspaniały chłopiec, Raiju. Cu­downy chłopiec. Bardzo niechętnie oddal synka żonie. Mógłby trzymać go w ramionach całymi godzinami, napatrzeć się na niego nie mógł, nasłuchać jego gaworzenia. Nawet donośny krzyk, który dobył się z silnych i dobrze rozwiniętych płuc małe­go, brzmiał w uszach Kallego jak muzyka. Reijo czuł się przytłoczony uczuciami, które się zrodzi­ły podczas tego spotkania. Wyciągnął prawicę do Kallego i uścisnął mu dłoń, nie będąc w stanie powiedzieć nic sen­sownego. - I pomyśleć tylko, że mogłem cię zapomnieć. - Kalle po­kręcił głową. - Znalazłem złoto. Raija ci powiedziała? Reijo pokiwał głową. - Owszem, ale twoja żona jest niezwykle taktowna. Nie powiedziała gdzie... Oczy Kallego błyszczały. Policzki płonęły z podniecenia. Nawet z kilkudniowym zarostem wyglądał jak chłopiec. Wciąż bardzo młody. - Jak tylko stanę na nogi po tym przeziębieniu, ruszam w drogę. Jesteś moim przyjacielem, Reijo. Pójdziesz ze mną. Długo tego szukaliśmy, pamiętasz? No jasne, to przecież nie ty straciłeś pamięć. Razem wyrąbiemy złoto z wnętrza ska­ły. Podzielimy się. Nie było to zgodne z planami Reijo, ale nie sprzeciwiał się przyjacielowi. Człowiek nie zaczyna gwałtownych dys­kusji z druhem, który właśnie wrócił z zaświatów, który już rzekomo nie żył. Zwłaszcza zaś w sytuacji, gdy ten przyja­ciel jest znacznie bardziej chory, niż mu się wydaje. I gdy człowiek się zastanawia, czy ten przyjaciel wie, że się było kochankiem jego żony. Reijo uśmiechnął się na tyle serdecznie, na ile zdołał: - Zajmiemy się tym razem, Kalle, staruszku. Ale przede wszystkim musisz odpocząć. Musimy jeszcze zaczekać, aż ci wszyscy poszukiwacze szczęścia zrezygnują z planów szybkiego wzbogacenia się. Wszyscy łajdacy z okolicy czy­hają na twoje złoto. Ale my nie oddamy go żadnemu z nich, prawda? - Mowy nie ma! - Atak kaszlu definitywnie zakończył tę dyskusję. Kalle nie zdołał ukryć krwi, a Reijo posłał Raiji pełne przerażenia spojrzenie, próbując jednocześnie po­móc jakoś przyjacielowi. - Co za piekielne przeziębienie - westchnął Kalle, gdy najgorsze minęło. - Zdaje się, że nie pozostaje mi nic innego, jak to przeczekać. Może powinie­nem pospać. Reijo czekał, aż Kalle zaśnie. Wtedy odciągnął Raiję na stronę. Jego dłonie zacisnęły się na jej ramionach. - Niech nam Bóg dopomoże, Raiju. Musimy trzymać dzieci z daleka od niego. - Myślisz, że to coś poważnego? - Poważnego? - Reijo zacisnął zęby. - Oczywiście, że to coś poważnego. Widziałem to już kiedyś. On ma gruźlicę!  




Dodaj do:


Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy